...

piątek, 10 grudnia 2010

Uwaga! Wyniki losowania!

I już wszystko jasne (przynajmniej dla mnie na razie;))

W brodę sobie plułam, że planując termin losowania, nie popatrzyłam w kalendarz, tylko tak sobie strzeliłam. Bo gdybym popatrzyła, to dowiedziałabym się, że 10 grudnia to piątek...  Spokojnie wtedy wybrałabym sobotę na ten szczęśliwy dzień (przynajmniej dla niektórych;)) Miałabym więcej czasu i spokojnie urządziłabym profesjonalne losowanie, może nawet z jakąś sierotką;). Ale nie popatrzyłam w ten kalendarz, co ma swoje konsekwencje np. w postaci nieestetycznych, w pośpiechu ciętych losów (a pośpiechu, jak wiadomo - nie lubię;)) oraz komisji w składzie: ja i Marek Niedźwiecki;) Jednak losowanie się odbyło, zaraz po zakończeniu rozcinania kartek z wydrukowanymi osobami (co miało miejsce tak jakoś koło 43 miejsca na Liście - kto wie, co to za piosenka?;)). Dobrze, że moja koza dziś dała z siebie wszystko i od rana aż do mojego powrotu do domu ( 18.00!) utrzymało się w domu ciepełko, a w jej wnętrzu żar (11 godzin!), nie musiałam więc rozpalać, co jeszcze odsunęłoby porę losowania;) A jeszcze przed domem musiałam pomachać łopatą, bo zawieja zawiała, ale zamieć nie zamiotła;)
No dobra, na pewno się domyślacie, że specjalnie tak plotę, żeby odsunąć TĘ CHWILĘ i potrzymać Was jeszcze w niepewności... Powiem jeszcze tylko, że naprawdę nie spodziewałam się, że liczba osób chętnych będzie aż tak duża - jeszcze kilka i byłoby 200! - bardzo Wam wszystkim dziękuję za udział w zabawie!:)))

Ogłaszam więc, że

Skrzat
 powędruje do.....
 
Marty!  



Śpiocha
wylosowała.....
 
Barbaratoja!


A skrzydełka i ramkę
dostaje 
 
Hordubal! 


Proszę Was o kontakt w celu ustaleniu sposobu dostarczenia przesyłek, a teraz zmykam,  życząc wszystkim miłego piątkowego wieczoru:)


czwartek, 2 grudnia 2010

Zawiany post;)

Tylko bez błędnych skojarzeń proszę!;)

Zawiało mnie i zasypało, więc i post zawiany. Zima na wsi na pewno jest piękna, ale jakoś ciężko mi docenić uroki zimowego krajobrazu, kiedy codziennie trzeba wstawać wcześniej, żeby w zadymce odsypać zwały śniegu z ganku i wydrążyć ścieżkę do furtki;) Do tego autobus przyjedzie... albo nie przyjedzie... Zdążę do pracy... albo nie zdążę... W nocy martwię się, czy pług dojedzie w ogóle do naszej wioski (jakoś tak na końcu tego planu odśnieżania jesteśmy), w ciągu dnia martwię się, czy wrócę do domu w miarę normalnie, czy może autobus utknie parę kilometrów od mojego domu i trzeba będzie brnąć przez zaspy. Zdarzały się już takie sytuacje, choć muszę przyznać, że od kiedy jeżdżą "gimbusy";) to  pług stał się u nas znacznie częściej widywanym pojazdem;) Wczoraj jednak z drżeniem serca patrzyliśmy (my - pasażerowie), czy ta zaspa przed nami to już ta decydująca o przegranej, czy może jeszcze nie, i może uda się dojechać do domu. Dojechaliśmy:)))
Dzisiaj pogoda jakby bardziej nam przyjazna - nawet słońce świeci i jak dotąd - nie sypie, więc jestem już w domu:)
Bardzo się cieszę, że moje candy zebrało tak pokaźną gromadkę chętnych - nie spodziewałam się, że aż tyle osób się zgłosi - już ponad 140! Dziękuję:)))
Ze wstydem muszę przyznać, że mało do tej pory zrobiłam dekoracji na Święta. Wracam dość późno do domu, wieczorkiem na blogach oglądam tylko wspaniałe rzeczy, które robicie, zachwycam się, ale potem okazuje sie, że już jest 23.00 i o tej porze to ja już muszę iść spać;))) Trochę czasu do Świąt jeszcze zostało, więc muszę się wziąć w garść!
Na razie chciałam tylko pokazać moją pierwszą smukłą anielicę - nie jest dopieszczona za bardzo, chciałam wypróbować, jak się takie szyje. No i szyje się całkiem fajnie, tylko więcej czasu pochłania "nadziewanie" tych chudziutkich odnóży i rączek;)



Muszę też koniecznie pokazać, co dostałam już jakiś czas temu:


Na pewno już wiecie, od kogo mam takie piękne zawieszki;) Aniołku - dziękuję z całego serca!:)

Pozdrawiam gorąco wszystkich, którzy tu zaglądają (a raczej wszystkie - bo to babskie grono całkiem;))

piątek, 12 listopada 2010

Candy potrójne:)))

Słowo się rzekło, ogłaszam moje pierwsze candy z nadzieją, że znajda się chętni! :)

Candy potrójne, jak w tytule:






Po pierwsze - Rudowłosy Skrzacik :)
Po drugie -  Anioł Śpioch:)
Po trzecie - anielskie skrzydła i obrazek na płótnie w pobielonej ramce :)

Może przedstawię bliżej bohaterów;)
Skrzacik i Anioł razem i z osobna:



Chętnych proszę o pozostawienie komentarza pod tym postem, a także o informację o candy na swoim blogu wraz z podlinkowanym zdjęciem. Osoby nie posiadające bloga też są mile widziane - proszę o pozostawienie w komentarzu swojego adresu mailowego.
Pozdrawiam i zapraszam do udziału w zabawie!:)))
Zapomniałam podać termin losowania;) Poprawiam się szybko - na candy zapisujcie się do 9 grudnia, bo losowanie będzie 10 grudnia, tak by przesyłki zdążyły dotrzeć przed Świętami:) 

piątek, 5 listopada 2010

Nadrabianie zaległości

Uzbierało się ich trochę...
Przede wszystkim będę się chwaliła i dziękowała;)
Na pierwszy ogień niech idzie Mira,  która  zrobiła mi piękny prezent. Wiedząc, jak bardzo podobały mi się mitenki, które wydziergała, zaproponowała, że zrobi je również dla mnie! Znalazłam wełnę w antracytowym kolorze, wysłałam Mirce, a ona po niedługim czasie przysłała mi takie śliczności:
Są pięknie wykończone, bardzo, bardzo mi się podobają!
Ale to nie koniec - Mirka podarowała mi jeszcze cudną ramkę, do której wpasował się doskonale wydruk retro z paryską operą (jakoś mam niedosyt pamiątek z Paryża po tej mojej zabawnej wyprawie  czerwcowej;)) Dziękuję jeszcze raz, Mirko kochana:)

Kolejna sprawa, to wyróżnienie, jakie otrzymałam w Miejscu Sympatycznych Klimatów
Dziękuję serdecznie! Powinnam teraz przekazać to wyróżnienie kolejnym blogom, ale wiele z tych, które chętnie bym obdarowała, nie przyjmuje już wyróżnień, a inne zostały już w ten sposób docenione! Tak więc pozostaje mi jeszcze raz bardzo podziękować za ten miły gest:))))

A teraz trochę dekoracji domowo - jesiennych:
Zebrane już dawno hortensje wyschły na pieprz i w końcu musiałam się zabrać za ich "zagospodarowanie";)


Część wykorzystałam do wianka:


Nareszcie mogłam wyeksponować miniaturowe owocki i ptaszka od Madziki:)

Pozostałe hotrensjowe kwiatostany wykorzystałam do bukietu, który stanął na... lodówce;) No, nie jest to może ciekawe miejsce, ale ten kąt kusi, by coś w nim ustawiać, więc stanął w nim bukiet w wiaderku, a na jego tle butelki i banieczkę, które to starocie dostałam od mamy - wyszła całkiem fajna kompozycja:)


Wiaderka mam nawet dwa - też od mamy, która spotkała je w zwykłym wiejskim sklepie tzw. "żelaznym" i natychmiast zakupiła, słusznie przypuszczając, że spotkają się z moim uznaniem;)
W drugim wiadereczku płoną klonowe liście:


Jesień więc przyszła...
W tygodniu słuchałam sobie pewnej audycji trójkowej  i pan Piotr Kaczkowski powiedział coś takiego: "Idzie jesień, trzeba nam więc ciepłych słów..." A potem puścił tę piosenkę:




Gdy już apteki przenika październik
I nie ma leków na smutek i katar
Jedyny Stwórca dał nam medykament
To w szklance mocna, gorąca herbata

Gdy z fortepianem się w domu zamykam
To śpiewam głośno na chwałę czajnika
Układam sonet z herbacianych listków
Na dobrotliwy czajnik z gwizdkiem

Wypływa na senne morze
Cudowny, blaszany parowiec
W obłoku pary odmienia
Serca zmartwione jesienią

Tak pięknie pachną w blaszance
Indie i chińskie latawce
Tak pięknie pachną

Kiedy w miłosną wpadniesz katastrofę
Gdy cię choroby zginają jak klamkę
Niech na ratunek bieży pogotowie
Z pełną po brzegi czaju filiżanką

Wypływa na senne morze
Cudowny, blaszany parowiec
W obłoku pary odmienia
Serca zmartwione jesienią

Tak pięknie pachną w blaszance
Indie i chińskie latawce
Tak pięknie pachną w blaszance

Wypływa na senne morze
Cudowny, blaszany parowiec
W obłoku pary odmienia
Serca zmartwione jesienią

Tak pięknie pachną w blaszance
Indie i chińskie latawce
Tak pięknie pachną

Ma klimacik ta piosenka, oj ma...  A powstała dobrych parę lat temu;)

Jesień, jesień, a za pasem...

...kolejna pora roku...
Trzeba się zabierać do przygotowania prac na kolejny kiermasz na rzecz dzieci z mojego Ośrodka. Na razie jest gwiazdkowo i choinkowo, a planach aniołkowo;)

W związku z tym, że wkrótce mojemu blogowi stuknie roczek,  przygotowuję też moje pierwsze candy:) Mam nadzieję, że ogłoszę je w jednym z kolejnych postów!
Tymczasem pozdrawiam Was bardzo ciepło i życzę udanego weekendu:)))

sobota, 23 października 2010

Pięć kobiet i Julia oraz brunetka wieczorową porą;)

 źródło: film.wp

Od kiedy dowiedziałam się, że Julia Roberts ma zagrać bohaterkę powieści Elizabeth Gilbert, nie mogłam się doczekać ekranizacji „Jedz, módl się, kochaj”. 

źródło: film.wp

Książkę czytałam dość dawno, jej lektura pozostawiła w mojej pamięci dobre wrażenia. Jako, że Julia Roberts już od wielu lat jest jedną z moich ulubionych aktorek,  jej udział w tej produkcji bardzo mnie ucieszył i poszłam do kina zwłaszcza z tego powodu;) Poszłyśmy sobie z koleżanką na seans do małego kina, w godzinach niezbyt popularnych – bo południowych (mam taki jeden dzień w tygodniu, kiedy kończę pracę już koło południa – co za radość;)) Na seansie było dokładnie 5 osób, wszystkie płci żeńskiej ;) - 2 panie w wieku między 50 a 60, my – powiedzmy „po 30” i jedna młodsza dziewczyna. Film na kolana mnie nie powalił, ale oglądało się go miło i czas się nie dłużył, choć seans trwał ponad 2 godziny.  I cóż? – Julia Roberts jest niezwykłą osobą. Bez niej film byłby chyba trochę mdły. W ogóle dobór obsady wg mnie bardzo trafiony, najbardziej rozbawił mnie Szaman – jest rewelacyjny!;) Nie zdarza mi się często, by ekranizacja  powieści podobała mi się tak, jak literacki oryginał, ale w tym przypadku porównanie wypada całkiem korzystnie, pewnie dlatego, że autorka książki miała spory wpływ na scenariusz. Ładne zdjęcia, sensowne przesłanie, nienarzucająca się muzyka –  mnie film się podobał, choć recenzje zbiera niespecjalne;) Ale ja jestem tylko zwykłą dziewczyną potrzebującą czasami obejrzeć piękną bajkę… Bo pomimo pewnych, dość okrojonych, filozoficznych odniesień, ten film to dla mnie ładna bajka.  I takie bajki lubię, chętnie też obejrzę ją za jakiś czas ponownie. Choć muszę wyznać, że i tak moją ulubioną bajką pozostaje na zawsze „Amelia”, którą pocieszam się dość systematycznie, kilkanaście razy w roku;)

A teraz brunetka wieczorową porą, czyli anielica kuchenna vel Tilda plażowiczka po urlopie;) Zdjęcia robione w świetle niestety nie naturalnym, więc i niespecjalne.



 Jest też blondynka...;)

Blondi to szczuplejsza wersja uszyta specjalnie dla mojej przyjaciółki, już pilnuje jej kuchni:)

Pozdrawiam weekendowo i życzę Wam pięknej niedzieli:)))

niedziela, 17 października 2010

Przegląd prasy i pracy;)

Kilka dni nieobecności i zaraz takie zaległości w blogach się robią, że strach! Strach, bo zamiast robić coś, co zwalam na sobotę przez cały roboczy tydzień, spędzam niechcący znowu parę godzin przy komputerze,  z wypiekami na twarzy czytając Wasze nowe posty... A sobota to u mnie tzw. dzień wewnętrzny;) To znaczy, interesantów wolę nie przyjmować (czytaj: Goście mile widziani w niedzielę;)), szwendam się po domu w stroju niedbałem;) usiłujac: ogarnąć bałagan, uprać, umyć co trzeba itp., przy okazji upiec chleb (wciągnęło mnie to!), w międzyczasie przygotować się do pracy na kolejny tydzień, dokończyć różne sprawy pozaczynane w tygodniu, poudzielać się w życiu rodzinnym...itd...  Pogoda była taka sobie, na szczęście nie padało i nawet słońce wyglądało od czasu do czasu, zrobione więc przeze mnie pranie mogło sobie podeschnąć na wietrze. 


Przy okazji pochwalę się balią, którą dostałam od wujka. Latem robiłam w niej pranie - na tarasie;) Parę zdjęć ogrodowych też oczywiście musiałam zrobić, cóż - jesień idzie, nie ma na to rady... 






Tak właśnie spędzałam wczorajszy dzień, umilając sobie go dodatkowo zerkaniem do zakupionej  jakiś czas temu ostatniej "Werandy Country" i pożyczonego od przyjaciółki "Mojego mieszkania". Pewno wszyscy już ten numer Werandy mają, mnie tym razem rzuciła się w oczy reklama pewnego sklepu z przyjemną aranżacją przedpokoju i łazienki - namierzyłam nareszcie kinkiet do łazienki, tylko drogi dość, jak na moje możliwości...


Jak zwykle w "Werandzie" - wiele pięknych miejsc i zdjęć;  w tym momencie to moje ulubione czasopismo wnętrzarskie. Swoją drogą, jest teraz tego cała masa, to znaczy takich gazet. Pamiętam, kiedy pojawiły się "4 Kąty" - nowość na rynku - wieki temu;) Wtedy się zaczęło - prenumerowałam prawie od początku; potem "Ładny Dom" - też mam kilka roczników, sporadycznie kupowałam też inne pojawiające się wnętrzarskie czasopisma. Potem, sporo później - "Weranda",  no i "Weranda Country". Teraz muszę przyznać, że większość tych gazet przeglądam w sklepie, czekając na autobus, a kupuję tylko wtedy, gdy bardzo mnie coś zachwyci. Natomiast "Werandzie Country" nie umiem się oprzeć i kupuję zawsze - no bo jak tu się nie skusić;)


W tej pożyczonej gazetce też coś fajnego znalazłam:



A na koniec coś z szycia. Wreszcie udało mi się dokończyć królicze rodzeństwo - pozuje do zdjęcia razem, ale wkrótce zostanie rozdzielone;)


Muszę się też pochwalić czymś, co wyszukała dla mnie Przyjaciółka! 


Na pudełku napisano, że jest to "cedzidło";) Zupełnie niechcący zakup ten okazał się gratisowy;);  kosztował kilkanaście zł., więc cena była bardzo korzystna, ale pani kasjerka przez nieuwagę nie skasowała go wcale. Moja przyjaciółka, osoba uczciwa, wróciła do sklepu, żeby uregulować należność, nie spotkała się jednak ze zrozumieniem;) Pani kasjerka bowiem wyparła się zdarzenia (zapewne z lęku przed reperkusjami) i tym sposobem mam prezent, choć trochę głupio wyszło;)
To tyle na dziś. 
Pozdrawiam Was najcieplej jak się da:)

poniedziałek, 11 października 2010

Kolejny miły poniedziałek!

Miły, bo dotarła dziś do mnie przesyłka z jesiennymi pocieszkami wygranymi u Madziki :)
Oprócz miniaturowych owoców - jabłuszek i gruszek, dostałam inne cuda - na przykład śliczne serwetki z jesiennymi motywami, słodką zamykaną maleńką skrzyneczkę ( i teraz... I am The Queen!;))), filcowe listki - zawieszki, słodkiego malutkiego ptaszka z drewna, piekną kartkę z ciepłymi slowami od Madzi... A z resztą zobaczcie same:







Dziekuje, Madziu!!!!!!!!!
A teraz nie moge nic napisac wiecej bo cos sie podzialo z klawiatura, zaden polski znak nie dziala jak powinien, litera z zamienila sie z y miejscami, inne litery i znaki tez  swiruja!!!!  
Pozdrawiam serdecznie i znikam!


poniedziałek, 4 października 2010

Coś miłego na początek tygodnia:)

 ......czyli:
 niespodzianka od Agi z bloga Ścieżką Ku Pełni :)
No, może nie do końca niespodzianka, bo postanowiłyśmy sobie zrobić małą wymiankę i troszkę wiedziałam, co tam będzie, ale nie całkiem;)
Po rozpakowaniu  pięknie wyglądającego pakieciku



ukazały się  cuda:


Komplecik biżuterii (tego się spodziewałam, ale nie przypuszczałam, że będzie taki uroczy!)



Ale to nie koniec - oprócz bransoletki i naszyjnika - niepodziewajki: saszetka zapachowa o nucie gardenii (bardzo oryginalny zapach!), ślicznie ozdobione spinacze i na dodatek 2 serweteczki z koronką:) 

Aguś, bardzo Ci dziękuję i serdecznie pozdrawiam:)))))))