...

wtorek, 1 sierpnia 2017

Ponownie cudownie:)


Cudowne lato. Upał może zbyt wielki od wczoraj, ale, jak już nieraz wspominałam, ja to kocham. Współczuję jednak tym, co nie mogą skryć się w cienistym chłodzie, kombajny wciąż pracują, żniwa w pełni.
A ja od ubiegłego piątku byczę się bezwstydnie. No nic prawie nie robię, oprócz spraw bieżąco – domowo – kuchennych. Byczę się trochę przymusowo jednak, bo w zeszły czwartek pożegnałam się z ósemką, która rosła i rosła od kilku lat, a nie mogła wyrosnąć w całości. Na zewnątrz wyglądała nieśmiało, za to wewnątrz okazała się być bardzo przywiązana do mego organizmu, choć na prześwietleniu sprytnie się zakamuflowała i nie wyglądała aż tak okazale.  Dlatego zabieg trwał prawie godzinę, a chirurg z asystentką patrzyli tylko na siebie co jakiś czas i wzdychali (a ja nie umiem z zamkniętymi oczami na fotelu dentystycznym wysiedzieć, więc wszystko oczywiście widziałam;)). W końcu jakoś poszło, ale zapuchnięta byłam na drugi dzień tak, że moja twarz była kwadratowa z jednej strony;) Boli do dziś, ale od wczoraj mogę już przestać miksować zupy;) Normalnie jeść się nie dało, przez tyle dni! Opuchlizna powoli schodzi, zaczynam też  mówić w miarę wyraźnie, a ślicznie dotąd sepleniłam;) Z racji jednak bólu i ogólnych zaleceń dentysty, unikam schylania się i cięższych prac, choć nie oparłam się zbieraniu ogórków, rosnących jak grzyby po deszczu, jak też  wykopywaniu ziemniaków, które urosły pięknie, choć sadzone były w zupełnie szalony sposób.
Małosolne dochodzą więc w kamionce, w domu pachnie koprem i czosnkiem, a ziemniaczki pieką się właśnie z rozmarynem i odrobiną oliwy. Pomidory też zebrałam, więc będą w sam raz do ziemniaków.

Już nie pamiętam, czy podawałam przepis na pyszny paprykowy sos na zimę, ale nie chce mi się przeszukiwać bloga, więc podaję choćby dla przypomnienia, że wkrótce warto go zrobić:-))
Przepis mam od znajomej z pracy, zmodyfikowałam go po swojemu i wyszedł równie smaczny, jak oryginał (którego próbowałam oczywiście). Robiłam w mniejszej ilości i wcale nie trzymałam się kurczowo proporcji. Bardzo polecam, jadam go zarówno na zimno -  jako dodatek do różnych pieczonych warzyw, jak i na na gorąco – na przykład odgrzany na patelni z kaszą jaglaną lub ryżem


Sos paprykowy na zimę

3 kg czerwonej papryki
30 dag papryczki ostrej
0,5 litra koncentratu pomidorowego
2 duże główki czosnku
30 dag cukru (zamiast cukru dodałam do smaku syrop klonowy)
1 szklanka oleju (u mnie – kokosowy bezzapachowy, dałam go mniej)
0,5 szklanki octu (użyłam octu balsamicznego)
1,5 łyżki soli (u mnie – himalajska)
15 ziaren ziela angielskiego
5 liści laurowych
pieprz do smaku (zrezygnowałam)


Paprykę i czosnek zmielić w maszynce do mielenia. Dodać cukier i olej, gotować 20 min. Dodać resztę składników i gotować jeszcze 15 min. Gorący sos wlać do słoików, zakręcić i odwrócić do góry dnem. Nie trzeba pasteryzować.



Pozdrawiam:)